NOWA INSCENIZACJA „TOSKI”

„Tosca” Pucciniego należy do tzw. żelaznego repertuaru teatrów operowych, bo – choć prapremiera w 1900 roku nie zakończyła się sukcesem – już od kolejnego pokazu cieszy się niezmiennym powodzeniem. O laur popularności może walczyć chyba tylko z „Carmen” Bizeta. Także Opera Krakowska dba o to, by mieć tę pozycję w swym repertuarowym portfolio. Wystawiał „Toskę” Kazimierz Kord w 1964 roku, dwadzieścia lat później nową jej inscenizację prowadziła Ewa Michnik. „Tosca” była w 1997 roku, za dyrekcji Jerzego Noworola, pierwszą pracą reżysersko-scenograficzną Laco Adamika i Barbary Kędzierskiej, pary artystów którym zawdzięczamy w późniejszych latach wiele udanych spektakli na krakowskiej scenie operowej. Ta inscenizacja była tak udana, że pozostała w repertuarze naszej Opery przez blisko ćwierć wieku. Oglądaliśmy ją na scenie Teatru im. J. Słowackiego, na Dziedzińcu Arkadowym Wawelu, w kościele parafialnym w Niepołomicach i w obecnej siedzibie Opery Krakowskiej. Wielokrotnie wznawiana, wciąż wzruszała słuchaczy. Wreszcie zeszła z afisza, ale miłośnicy opery Pucciniego nie czekali długo. W czwartek 23 kwietnia na scenie przy ul. Lubicz ponownie zabrzmiały ich ulubione arie, tym razem pod batutą Andriya Yurkevycha który muzycznie spektakl przygotował. Spektakl wyreżyserowała Julia Pevzner z Izraela, scenografię zaprojektował również pochodzący stamtąd Alexander Lisiaynsky (artysta zmarł na 5 dni przed premierą). Kostiumy przygotowała Dorothée Roqueplo, francuska kostiumografka od lat pracująca w Polsce. Reżyserem światła, które w spektaklu odgrywa ważną rolę, był Bogumił Palewicz. Chór mieszany przygotowali Andrzej Korzeniowski i Joanna Wójtowicz, chór dziecięcy – Beata i Marek Kluzowie. Choć dramat, jaki nakreślił w swej sztuce teatralnej Victorien Sardou a który w libretto zamienili Illica i Giacosa, jest ponadczasowy, realizatorzy pozostali wierni zamierzeniom autorów. Akcja toczy się w 1800 roku w Rzymie. Ten czas i to miejsce wskazują stroje i dekoracje.
Po ostatnich akordach brawa trwały długo. Bo też uczestniczyliśmy w spektaklu pięknym wizualnie, nasyconym dramatyzmem, z żywo prowadzoną akcją, dobrze granym i równie dobrze śpiewanym. Andriy Yurkevych poprowadził operową orkiestrę z wielką wrażliwością. Dawno nie słyszałam tak spójnego i miękkiego brzmienia tego zespołu. Nie znaczy to oczywiście, że nie było w tym spektaklu potężnych dramatycznych kulminacji, ale były także piękne „delikatności” które nadawały barwy partii orkiestrowej. Na pochwałę zasłużył chór. „Te Deum” wieńczące I akt było poruszające.
Ale „Tosca” to przede wszystkim troje protagonistów. W tytułową Florię Toskę, piękną, wielbioną przez ogół śpiewaczkę, wcieliła się Mołdawianka Olga Busuioc, laureatka wielu międzynarodowych konkursów, m.in. zdobywczyni I nagrody w Konkursie Moniuszkowskim w 2013 roku. Czterdziestoletnia dziś, a więc dojrzała już artystka obdarzona jest pięknym w barwie sopranem i wielką wrażliwością muzyczną To pozwoliło jej stworzyć postać wiarygodną i wielowymiarową, przyciągającą oczy, uszy i przede wszystkim serca obecnych. Ukochanym Toski, sprzyjającym ideom wolnościowym malarzem Mariem Cavaradossim był Dominik Sutowicz – tenor. Wprawdzie w I akcie zaskoczył mnie niemile siłowym śpiewem, przez co aria „Recondita armonia” nie miała przypisanego jej powabu, ale w miarę spektaklu artysta odnajdywał piękne brzmienie swego głosu, ujmując delikatnymi pianami i wrodzoną muzykalnością. Dobrą sylwetkę groźnego prefekta policji barona Scarpii stworzył baryton Krzysztof Szumański. Także otoczenie trojga bohaterów: Angelotti – Tomasz Kutnik, Spoletta – Krzysztof Kozarek, Zakrystian – Wołodymyr Pańkiw, Sciarrone – Łukasz Lelek, Dozorca – Sławomir Broś i Pastuszek (uroczy!) – Gabriel Golik, swą sztuką wokalną i aktorską stworzyło dobre dla nich tło. Ta „Tosca” będzie cieszyć się powodzeniem i znów pozostanie z nami na lata.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*