Rzadko piszę o płytach, bo też – przyznać się muszę – płyta nie jest moim ulubionym kontaktem z muzyką. Stanowczo wolę koncert, nawet nie w pełni doskonały. Ale zdarzają się wyjątki i dziś chcę o nich właśnie opowiedzieć. Dwa krążki zwróciły niedawno moją uwagę. Po pierwszy sięgnęłam z miłości do kompozytora. Po drugi – z ciekawości. Obie płyty łączy osoba Andrzeja Pikula, pianisty i pedagoga związanego z krakowską uczelnią muzyczną. On jest ich pomysłodawcą i wykonawcą partii fortepianu we wszystkich utworach na nich zamieszczonych. Do współpracy zaprosił głównie artystów związanych z krakowskim środowiskiem muzycznym. Płyty wydała firma DUX, reżyserem nagrań był Marcin Domżał, a miejscem rejestracji – sala koncertowa PSM w Jastrzębiu Zdroju.
Z miłości sięgnęłam po krążek z utworami Franza Schuberta. Kocham jego pieśni ale chyba jeszcze bardziej utwory fortepianowe. Według mnie to idealna muzyka na smutne dni. Jest w niej współczucie, ukojenie i światło nadziei. Wspomniany krążek pięknie łączy wątek wokalny z fortepianowym dodając jeszcze do tych dwóch wątków trzeci – instrumentalny. Klamrę płyty stanowią bowiem dwie pieśni będące przykładem wspaniałej kameralistyki. Otwiera ją mało znana „Auf dem Storm” w wykonaniu Adriana Domareckiego (tenor), Pawła Cala (róg) i Andrzeja Pikula (fortepian). Zamyka – znacznie popularniejszy „Der Hirt auf dem Felsen” w którym pianista współpracuje z Sylwią Olszańską (sopran) i Olehem Malovichko (klarnet). I powiedzieć można tylko jedno: ta muzyka po prostu płynie, trzy muzyczne wątki pięknie się splatają, dając popis prawdziwej kameralistyki. Podobnie urzeka klasycznym pięknem i romantycznym uczuciem Sonata „Arpeggione”, tym razem w wersji na altówkę i fortepian. Andrzej Pikul współpracuje tu z Krzysztofem Komendarkiem-Tymendorfem. To wspaniałe połączenie intymności z dramatyzmem. A kto się zagłębi w muzyczną materię Sonaty, podziwiać może przejrzystość faktury świadczącej o doskonałości warsztatu kompozytorskiego Schuberta. Pokazem pianistycznej kameralistyki jest interpretacja Fantazji f-moll na cztery ręce zaprezentowana przez Andrzeja Pikulą i Anną Dębowską-Jaroszek. A w samym środku płyty ciekawostka, słuchane przez mnie po raz pierwszy (sądzę że nieznane większości melomanów) niewielkie Allegretto c-moll na fortepian solo.
Co ciekawe, pianista do nagrania wybrał fortepian Fazioli F 308 o okrągłym, soczystym ale lżejszym, niż znacznie częściej używane Steinwaye, dźwięku. Nadało to muzyce Schuberta posmak zbliżenia się do jego czasów.
Z ciekawością słuchałam muzyki Alberta Ginastery. W tym roku mija 110. rocznica urodzin argentyńskiego kompozytora należącego do grona najciekawszych twórców XX wieku, a u nas wciąż mało obecnego. Przyznać się muszę, że utworów zamieszczonych na płycie wcześniej po prostu nie znałam. A tym, którzy podobnie jak ja zainteresują się tą muzyką polecam, by przed jej przesłuchaniem przeczytali dołączony do niej tekst Andrzeja Pikula wprowadzający słuchacza w interesujący, przesycony temperamentem świat dźwięków. Artysta od dawna zafascynowany jest twórczością Ginastery. Ma w swym repertuarze wszystkie jego dzieła fortepianowe, nagrał je przed laty dla firmy DUX. II Sonata Ginastery była tematem jego przewodu habilitacyjnego. Teraz zarejestrował jego utwory kameralne z udziałem fortepianu, a do współpracy zaprosił mezzosopranistkę Ewę Menaszek („Dos Canciones” op. 3, „Cinco canciones populares argentinas” op. 18), wiolonczelistę Pawła Czarakcziewa (Sonata na wiolonczelę i fortepian op. 49), oraz Messages Quartet w składzie: Małgorzata Wasiucionek-Potera – skrzypce, Oriana Masternak – skrzypce, Maria Shetty – altówka i Beata Urbanek – wiolonczela. Wspólnie z kwartetem interpretuje na płycie Kwintet fortepianowy op. 29 Ginastery. Z poszczególnymi artystkami kwartetu gra też dwie „Pampeany”, swobodne rapsodie nawiązujące do argentyńskiego folkloru: z Orianą Masternak „Pampeanę” nr 1, z Beatą Urbanek „Pampeanę” nr 2. I podobnie jak w przypadku Schuberta mamy tu do czynienia z piękną muzyczną rozmową. Mnie urzekły pieśni Ginastery, ale z równą przyjemnością słuchałam całości płyty. To porywająca, tchnąca życiem, oryginalna muzyka, warta poznania i przeżycia. Polecam!
Dodaj komentarz