WIEDEŃSKA KREW

Nazwisko Giorgio Madii na afiszu gwarantuje przede wszystkim spektakl roztańczony i piękny wizualnie. I taka właśnie jest nowa inscenizacja „Wiedeńskiej krwi” Johanna Straussa – syna w Operze Krakowskiej przygotowana przez włoskiego reżysera i choreografa. Jego dziełem jest także reżyseria świateł które podkreślają lawendowy urok kostiumów i dekoracji przygotowanych przez Maarję Meeru z Estonii. Jednak ze zdziwieniem przeczytałam w drukowanym programie że Giorgio Madia jest także autorem libretta, bo nie zauważyłam jakichś odchyleń od akcji scenicznej skonstruowanej niegdyś przez Victora Léona i Leo Steina. Być może nieco uwspółcześnił napisane przez nich dialogi, ale brak nazwisk rzeczywistych twórców intrygi którą śledzimy na scenie jest chyba uchybieniem. Drobny błąd, tym razem historyczny, znalazł się też w prologu. Fryderyk Wilhelm III był królem Prus, nie cesarzem. Cesarstwo (Niemiec) na ziemiach pruskich pojawia się dopiero za czasów Bismarcka, a więc kilkadziesiąt lat po Kongresie Wiedeńskim. To tyle narzekania – na razie.
„Wiedeńska krew” w Operze Krakowskiej cieszy więc oko. Melodie Straussa pod czujną ręką Jacka Bonieckiego, który spektakl przygotował muzycznie i poprowadził, cieszą ucho tym bardziej, że wszyscy wykonawcy, a więc orkiestra, chór przygotowany przez Andrzeja Korzeniowskiego i Joannę Wójtowicz oraz soliści pięknie wywiązują się ze swych zadań. Byłam na spektaklu w niedzielę 24 maja i bardzo podobała mi się Karin Wiktor-Kałucka jako hrabina Gabriela śpiewająca z wielką kulturą i dowcipnie rysująca kreowaną postać. W jej męża, hrabiego Zedlau wcielił się udanie Adam Sobierajski. Jego kochanką, tancerką Franzi była Karolina Wieczorek, niezła aktorsko, ale nieco drażnił jej ostry sopran. W roli księcia – ambasadora zobaczyliśmy Michała Kutnika, którego zmysł komiczny dobrze jest nam znany. Nie wiedziałam natomiast, że Wołodymyr Pankiw kreujący ojca Franzi tak dobrze czuje się w rolach komicznych. Trzecią parą protagonistów stanowili: Jarosław Bielecki jako służący Josef i Paula Maciołek jako jego ukochana szwaczka Pepi. Byli dowcipni, rozśpiewani i roztańczeni (Paula Maciołek nawet na pointach). Oglądało się ich i słuchało z prawdziwą przyjemnością. W pomniejszych rolach wystąpili: Sebastian Marszałowicz – Prolog i Bitowski, Joanna Rakoczy – służąca Anna, Rafał Pawłowski – Fiakier i Dariusz Palonek – Oberżysta.
Tak więc nowa inscenizacja „Wiedeńskiej krwi” w Operze Krakowskiej mogłaby być sukcesem. I będzie, jeśli spektakl nabierze tempa. Bo z tym na razie kiepsko.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*