KOLĘDY DO NIEBA

Nieco w cieniu wczorajszego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbyła się w Krakowie w Teatrze im. J. Słowackiego inna ważna impreza charytatywna – koncert „Kolędy do nieba” wspierający Klinikę Kardiochirurgii Dziecięcej i Klinikę Nefrologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Było to pewnego rodzaju uzupełnienie tamtego święta. Wielu uczestników koncertu z prof. Januszem Skalskim na czele nosiło czerwone serduszka.
„Kolędy do nieba” to inicjatywa znanej krakowianki Jolanty Janus z fundacji Ars et Artificem organizującej te koncerty od dziesięciu lat wspólnie z fundacją Schola Cordis powołaną do życia przez prof. Janusza Skalskiego. Ale wspierających ich działania jest wielu, od władz samorządowych województwa poprzez kardiochirurgów z ościennych województw po prywatne firmy i indywidualnych darczyńców. Ich przedstawiciele zebrali się wczoraj w teatralnej sali by wysłuchać wspaniałych artystów. O działalności obu fundacji i ich założycieli można by pisać długo. Właśnie za nią zostali wczoraj wyróżnieni. Jolanta Janus z rąk ministra Piotra Ćwika odebrała Złoty Krzyż Zasługi. Prof. Janusz Skalski przez władze samorządowe województwa został wyróżniony medalem „Polonia Minor” wręczonym mu przez prof. Jana Dudę. przewodniczącego Sejmiku Województwa Małopolskiego.
Ale wczoraj najważniejsza była muzyka. Na scenie Teatru Słowackiego wystąpili Agnieszka Rehlis – mezzosopran i Krzysztof Meisinger – gitara.
Agnieszkę Rehlis, wybitną polską śpiewaczkę, znałam z Opery Krakowskiej na której scenie stworzyła wspaniałe kreacje m.in. w rolach Orfeusza w „Orfeuszu i Eurydyce” Glucka i Azuceny w „Trubadurze” Verdiego. Na estradzie Filharmonii Krakowskiej słuchałam jej m.in. w VIII Symfonii Krzysztofa Pendereckiego i ta kreacja zapadła mi w pamięć. Tym razem poznałam jeszcze inną cechę jej talentu – umiejętność kameralnego muzykowania. Wraz z Krzysztofem Meisingerem, również z dobrej strony znanym krakowskim melomanom, wystąpiła w repertuarze pieśniarskim. W pierwszej części koncertu usłyszeliśmy trzy pastorałki, potem pięć pieśni Mieczysława Karłowicza i pięć z „Siete canciones populares españolas” Manuela de Falli, a więc repertuar bardzo zróżnicowany muzycznie i wyrazowo. Można było podziwiać i wspaniała współpracę obojga artystów i umiejętność tworzenia przez nich odrębnego świata emocji z każdej z wykonywanych lirycznych miniatur. Tę część koncertu dopełniło brawurowe wykonanie przez Krzysztofa Meisingera solowego utworu Carla Domeniconiego zatytułowanego „Koyunbaba”. Jeśli istnieje muzyka „opowiadająca”, to do niej właśnie zaliczyłabym utwór włoskiego kompozytora opowiadającego historię świętego żyjącego w XV w. na tureckiej prowincji. Słuchając pełnej ekspresji, wirtuozowskiej gry Krzysztofa Meisingera wręcz widziało się malowane muzyką obrazy.
Prawdziwy teatr muzyczny artyści stworzyli po przerwie interpretując „Pieśni nocą śpiewane” Bartłomieja Marusika. Gitarzysta i kompozytor napisał ten cykl do liryków Leopolda Staffa i Bolesława Leśmiana idealnie dopasowując muzykę do przesłania tekstu. Trudno tu mówić o języku muzycznym czy stylu, bo twórca wybrał z różnych technik kompozytorskich to, co mu w danej chwili było potrzebne. Najważniejsza była poezja którą muzyka i artystyczna interpretacja doskonale uwydatniły. Szkoda tylko że część tłumnie wypełniającej teatr publiczności oklaskami po każdej pieśni psuła nieco wspaniały klimat budowany przez artystów.

1 Komentarz

  1. Wszystko się zgadza!Byłem, widziałem, też opisałem))Rzeczywiście, to był dzień dobrych dzieł.Przy całym szacunku dla WOŚP, „Kolędy do nieba” zaimponowały czymś, czego w WOŚP nie ma: poziomem artystycznym – muzyka jest nie tylko nośnikiem wartości ludycznych, ale też źródłem kontemplacji, mistrzostwa interpretacyjnego, wzruszeń na poziomie ducha, nie tylko ciała.Widać,jak różne mogą być działania charytatywne, a zarazem komplementarne, uzupełniające się.Jestem pełen podziwu dla p.Jolanty Janus i prof. Janusza Skalskiego. Pomysł, aby zaprosić tych właśnie artystów był genialny i niestereotypowy. Obserwuję ich wzajemną współpracę od samego początku i zachwycam się kilkoma sprawami: takim poziomem wzajemnego zrozumienia, który umożliwia kreację niuansów podczas wykonania, nieustannym dialogowaniem głosu i instrumentu, które jest rzadko osiągalne w przypadku akompaniamentu fortepianowego.W polskiej kameralistyce rzadko spotyka się TAKIE duety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*