MUZYKA W STARYM KRAKOWIE

15 sierpnia, a więc „Muzyka w Starym Krakowie”. Niezmiennie od czterdziestu ośmiu lat. Słysząc o kłopotach Stanisława Gałońskiego (inicjatora i dyrektora artystycznego festiwalu) z finansowaniem tegorocznej imprezy przez chwilę zastanawiałam się czy wobec obecnego wysypu rozmaitych letnich imprez w mieście „Muzyka w Starym Krakowie” jest jeszcze komuś potrzebna. Frekwencja na wczorajszym, inauguracyjnym koncercie i reakcja publiczności na prezentowaną muzykę były najlepszą odpowiedzią na to pytanie.
Wczorajszy koncert był współorganizowany przez Filharmonię Krakowską, której orkiestra pod dyrekcją Macieja Tworka otworzyła festiwal „Chaconne” z „Polskiego Requiem” Krzysztofa Pendereckiego, potem partnerowała laureatce II nagrody ostatniego Konkursu im. Wieniawskiego Meruert Karmenovej z Kazachstanu w II Koncercie skrzypcowym d-moll Wieniawskiego, a w drugiej części wieczoru zaprezentowała II Symfonię D-dur Ludwiga van Beethovena.
Gwiazdą wieczoru była niewątpliwie skrzypaczka, która swą interpretacją znanego koncertu potwierdziła słuszność decyzji jurorów. Koncert d-moll Wieniawskiego często bywa traktowany przez wykonawców jako popis wirtuzerii. Meruert Karmenova dysponując nieskazitelnym warsztatem skupiła się na narracji muzycznej, którą poprowadziła z należytą emocją i ekspresją, z dbałością o wykończenie każdego muzycznego szczegółu. Wirtuozowski pazur pokazała w finale Koncertu oraz w zagranym na bis kaprysie. Maciej Tworek sprawnie jej towarzyszył czyniąc z partii orkiestrowej nie tylko tło dla solistki, ale wchodził w piękny z nią dialog.
Zaletą interpretacji przedstawianych przez krakowskiego dyrygenta jest jego emocjonalność i wrażliwość muzyczna. Także wczorajsze prezentacje były przepojone ekspresją. Szczególnie pięknie zabrzmiała „Chaconne”. W listopadzie będziemy obchodzić 90. rocznicę urodzin jej twórcy. Niestety, Krzysztof Penderecki nie doczekał tego jubileuszu. „Chaconne” była wczoraj w interpretacji filharmonicznego kwintetu pod dyrekcją Macieja Tworka żałobnym lamentem, a zamykające ją dźwięki kontrabasu brzmiały jak gasnący dzwon.
Zupełnie inny nastrój wprawiła słuchaczy interpretacja II Symfonii D-dur Beethovena. Można dyskutować o niektórych tempach przyjętych przez dyrygenta, ale nie można zaprzeczyć urokowi tej interpretacji przesyconej energią i radością. Chyba po raz pierwszy znalazłam związek pomiędzy tą wczesną symfonią Beethovena, w której zza typowo beethovenowskiej pracy motywicznej i niemal romantycznej pasji chwilami wyzierała jeszcze elegancko upudrowana haydnowska peruka, z powstałą dziesięć lat później jego VII Symfonią A-dur. Ten sam rozmach i ta sama symfoniczna doskonałość. A że Maciej Tworek ma dobry kontakt z zespołem, a filharmoniczna orkiestra była wczoraj niemal cały czas jak jeden instrument, wychodziliśmy w upalny wieczór oddychając pełną piersią.
Przed wczorajszym koncertem odbyła się miła uroczystość. Oto (na wniosek Filharmonii) Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego odnzaczył Stanisława Gałońskiego Złotym Medalem „Gloria Artis”. Ktoś zauważył, że to paradoks: nie dać złotówki na dzieło, ale docenić jego twórcę. Chyba tak.

1 Komentarz

  1. Madame Anna, dziękujemy za mistrzowski, profesjonalny komentarz. Dedykowany zarówno utalentowanej solistce Meruert Karmenovej z Kazachstanu, jak i wrażliwemu muzycznie dyrygentowi Maciejowi Tworkowi i świetnej orkiestrze Filharmonii Krakowskiej. Merci beaucoup. Tak, już na przerwie, w kuluarach usłyszałam, że to „groteska” „nie chcieli dać pieniędzy a odznaczyli…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*