DWA MUZYCZNE WIECZORY

Dwa ciekawe wieczory muzyczne. W sobotę 19 września Orkiestra Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa Sinfonietta Cracovia koncertem w sali Filharmonii zainaugurowała kolejny sezon artystyczny. Za pulpitem dyrygenckim stanął Yaroslav Shemet, w programie wieczoru znalazły się: Koncert skrzypcowy D-dur Ludwiga van Beethovena i IV Symfonia A-dur „Włoska” Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego. Partię solową Koncertu D-dur grała Bomsori Kim.
Każdy występ południowokoreańskiej skrzypaczki wywołuje entuzjazm słuchaczy. Tak też było i tym razem. Po ostatnim akordzie Koncertu D-dur publiczność tłumnie wypełniająca filharmoniczną salę porwała się z miejsc, by na stojąco oklaskiwać artystkę. Nic dziwnego, Bomsori Kim urzeka zawsze perfekcją, idealną intonacją, wielką wrażliwością muzyczną. Ja także w czasie jej poprzednich koncertów w Krakowie byłam zachwycona jej sztuką. Pamiętam do dziś jej występ w 2019 roku, gdy w tej samej sali grała z Rafałem Blechaczem sonaty Fauré’go, Debussy’ego i Szymanowskiego. Była to kameralistyka najwyższej próby. Tym razem byłam jednak chyba jedną z nielicznych osób które nie uczestniczyły w standing ovation. Mimo wszystkich wspaniałych cech zaprezentowanych przez artystkę nie mogłam się pogodzić z jej interpretacją Koncertu D-dur. Dla mnie Beethoven to nie kruchość chińskiej porcelany, delikatność kreski japońskiej grafiki, czy miękkość jedwabnych koreańskich smyczków. To nie przesłodzony dźwięk w kantylenie lecz skondensowana emocja, podskórna energia dająca muzyce specyficzną moc. Tego mi w tej interpretacji zabrakło, choć chwilami, szczególnie w trzeciej części dzieła, taki Beethoven się pojawiał. Pełen temperamentu był też „Kaprys polski” Bacewiczówny zagrany przez Bomsori Kim na bis.
Wobec takiej interpretacji Koncertu D-dur partnerujący artystce wraz z Sinfoniettą Cracovią Yaroslav Shemet, szef artystyczny Filharmoników Śląskich, nie miał łatwego zadania. Grając z nią, pięknie dostosowywał się do jej delikatności wydobywając z orkiestry bogactwo barw. Zmiana następowała jednak w tutti orkiestrowym, gdy nagle pojawiał się inny, energiczny Beethoven. Ten dualizm interpretacji był wyraźny.
Całościowa była po przerwie interpretacja Symfonii „Włoskiej” Mendelssohna. Yaroslav Shemet nadał dziełu zwartość, nasycił energią. Jednocześnie bardzo dobrze zróżnicował charakter poszczególnych części Symfonii A-dur. A ponieważ orkiestra pod jego batutą była jednym instrumentem świetnie reagującym na sugestie dyrygenta, ta prezentacja pozostanie w pamięci melomanów. Cudowny kontrast z tym energicznym Mendelssohnem stworzyła zaprezentowana na bis orkiestrowa wersja fortepianowego Impromptu Sibeliusa, jednego z sześciu zawartych w op. 5 fińskiego mistrza. Muzyka skupiona, nostalgiczna, wyśpiewana przez smyczki jakby półgłosem, pozwalająca jednocześnie podziwiać szeroką paletę pian prezentowanych przez zespół, wprawiła słuchaczy niemal w trans. To było piękne zakończenie wieczoru.
Dzień później, w niedzielę, w Sali Fontany Muzeum m. Krakowa odbył się kolejny koncert w ramach Krakowskiego Salonu Muzycznego. Airis String Quartet w składzie: Aleksandra Czajor-Kowalska – I skrzypce, Grażyna Zubik – II skrzypce, Malwina Tkaczyk – altówka i Anna Armatys-Borelli – wiolonczela, wystąpił wraz z pianistą Jakubem Kuszlikiem, prezentując I Kwintet fortepianowy Grażyny Bacewicz oraz Kwintet fortepianowy f-moll op. 34 Johannesa Brahmsa. To był piękny muzyczny wieczór, wszak oba kwintety to szczytowe osiągnięcia światowej kameralistyki. Ale nie tylko same dzieła stanowiły walor tego wieczoru. Równie ważna była ich interpretacja wskazująca głębokie zrozumienie wykonywanej muzyki. Mądre a zarazem pełne emocji prezentacje Airis String Quartet przykuwały uwagę słuchaczy, wciągały ich w wspaniałe muzyczne światy. Marzyło by mi się tylko szlachetniejsze brzmienie fortepianu.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*