W sobotę 26 września w sali Filharmonii wystąpił z recitalem Eric Lu, zwycięzca XIX Konkursu Chopinowskiego.
Gdy w sali koncertowej jest nadkomplet słuchaczy i panuje idealna cisza nie przerywana nawet silniejszym oddechem znak to, że na estradzie dzieje się magia. Tak właśnie było w sobotę, choć Eric Lu nie jest pianistą który porywa, uwodzi publiczność. To artysta – introwertyk. Słuchając go w sobotę wątpiłam, czy słuchacze są mu potrzebni. Pozwala im jedynie być obecnymi w czasie jego muzycznej bardzo intymnej rozmowy z kompozytorem. Ale to towarzyszenie było w większości fascynujące.
Eric Lu rozpoczął recital „Tematem z wariacjami” d-moll op. 18 b. Johannesa Brahmsa. To rzadko grywane dzieło 27-letniego kompozytora było w jego interpretacji fascynujące w swej powadze, niemal chorałowej surowości, przełamywanej momentami jasnej, lirycznej intymności. Podobnie piękne były trzy (nr 1 f-moll, nr 2 As-dur, nr 4 f-moll) z czterech „Impromptus” op. 142 Franza Schuberta. Ale potem nastąpił Chopin: Ballada f-moll op. 52, Polonez B-dur op. 71 nr 1 i Sonata h-moll op. 58. I potwierdziły się moje wrażenia z Konkursu Chopinowskiego. Eric Lu odczytuje Chopina w sposób nie zawsze zrozumiały dla słuchaczy. Jego Polonez B-dur był raczej swobodną reminiscencją polskiego tańca niż nim samym. W Balladzie i w Sonacie były fragmenty poruszające, szczególnie Largo w Sonacie h-moll. Ale sąsiadowały z fragmentami rozbijającymi tok narracji, niepojętymi, przynajmniej dla mnie. Przypominam sobie Erica Lu z Konkursu Chopinowskiego w 2015 roku, gdy zdobył IV nagrodę. Wtedy jego Chopin był czytelniejszy. Teraz mam wrażenie, że artysta jest w trakcie poszukiwań. Jak będzie grał Chopina za kilka lat? Zobaczymy.
A potem przyszły bisy. Cudownie romantyczne, jakby zamglone „Marzenie” Schumanna, dobry Walc Chopina i urzekająca Aria z „Wariacji Goldbergowskich” Bacha. I znów pojawiła się fascynacja.
Schumanna
Dodaj komentarz