Krakowski Salon Muzyczny, czyli cykl koncertów przygotowywany rokrocznie przez Stowarzyszenie Polskich Muzyków Kameralistów, odbywa się już po raz dziesiąty. Pamiętam początki imprezy i nikłe garstki melomanów na koncertach zasługujących ze względu na swą wagę na znacznie większe zainteresowanie. Z czasem to zainteresowanie rosło. Dziś wnętrza koncertowe, w których słuchamy muzyki kameralnej, są wypełnione słuchaczami pięknie reagującymi na muzyczne propozycje przygotowane przez organizatorów.
W niedzielę 13 września kolejny koncert Krakowskiego Salonu Muzycznego odbył się w prawdziwym salonie, w mieszkaniu na rogu Studenckiej i Gancarskiej. Przed laty spotkania muzyczne w tym wnętrzu zainicjował Wiesław Piękoś, pianista urodzony w Krakowie, wykształcony w Warszawie, przez wiele lat pracujący w Hochschule für Musik Düsseldorf. Po jego przedwczesnej śmierci tę tradycję kontynuują wdowa po nim Tokiko Istubasi-Piękoś i córka Justyna Etsuko Piękoś-Kędzierska (obie pianistki).
W niedzielę, wśród pięknie eksponowanej sztuki japońskiej i obrazów polskich malarzy wystąpił Kwartet Sinfonietty Cracovii w składzie: Justyna Duda-Krane – I skrzypce, Danuta Augustyn – II skrzypce, Ewa Szczepańska-Chwast – altówka i Agata Jonczak – wiolonczela. Artystki w prezentowanym programie pięknie zrównoważyły powagę z muzyczną zabawą. Rozpoczęły Divertimentem F-dur KV 138 Wolfganga Amadeusa Mozarta zagranym w lekkością i wdziękiem. Po Mozarcie zabrzmiało poważne, nasycone smutkiem Adagio Samuela Barbera. Ten utwór słyszymy najczęściej w wykonaniu orkiestry smyczkowej, ale pamiętać należy, że nim Adagio zyskało popularność w wersji orkiestrowej, było po prostu drugą częścią kwartetu smyczkowego napisanego przez kompozytora dokładnie przed dziewięćdziesięcioma laty. Niedzielna prezentacja nadała muzyce Barbera przejrzystość, umożliwiła śledzenie plączących się linii melodycznych i budowanie napięcia dramatycznego. Doskonała współpraca czterech artystek świetnie wyczuwających się nawzajem uwydatniła zalety kwartetowej wersji dzieła.
Element radości pojawił się ponownie wraz z I Kwartetem smyczkowym Stanisława Moniuszki. To utwór napisany przez Moniuszkę w czasie berlińskich studiów, stąd wielu uważa go za utwór nie w pełni dojrzały. Nic bardziej mylnego. I Kwartet rodzi żal, że kompozytor nie znalazł później czasu by kultywować muzykę kameralną, Abo to dzieło dobrze zaplanowane, napisane z talentem, zdradzające i dobry warsztat, i dużą inwencję melodyczną. A mazurkowe Scherzo i także taneczny Finał porywały w niedzielę temperamentem.
Na finał zabrzmiały „Chryzantemy” Giacoma Pucciniego. W dorobku Pucciniego, podobnie jak u Moniuszki, nie znajdziemy wiele utworów instrumentalnych. Jednym z nielicznych jest właśnie ta jednoczęściowa elegia napisana na kwartet smyczkowy i – podobnie jak Adagio Barbera – często wykonywana przez orkiestrę smyczkową. Powstała podobno w w ciągu jednej nocy na wieść o śmierci przyjaciela kompozytora, księcia Amadeo, syna króla Vittoria Emanuela I. To kompozycja przesycona żalem utraty. W niedzielę emocje w niej zawarte zostały trafnie odczytane przez wykonawczynie, a ekspresja ich prezentacji prawdziwie poruszała słuchaczy.
Dodaj komentarz