Muzyka cerkiewna zawsze wzbudza zainteresowanie swą oryginalnością. Najlepiej słuchać jej w świątynnych wnętrzach których pogłos powoduje odrealnienie głosów ludzkich, nadając ekstatycznym śpiewom niemal metafizyczny wydźwięk. Oczywiście najlepiej też, gdy tę muzykę interpretują chóry cerkiewne posługujące się nieco inną niż u nas w zwyczaju emisją dźwięku. Nie umiem określić na czym ta różnica w wydobyciu dźwięku polega, ale to dzięki niej głosy męskie potrafią schodzić dźwięcznym, miękkim dźwiękiem na sam dół skali. Dzięki niej również głosy żeńskie w największym nawet forte w górnych rejestrach nie brzmią ostro. Dlaczego o tym piszę? Bo wczoraj w sali Filharmonii słuchałam „Całonocnego czuwania” Siergieja Rachmaninowa w wykonaniu Chóru Filharmonii Krakowskiej (przygotowanie Janusz Wierzgacz) pod dyrekcją Michała Klauzy.
„Całonocne czuwanie” zajmuje w twórczości Rachmaninowa miejsce szczególne. Kompozytor z jednej strony sięgnął do wielowiekowej tradycji muzyki cerkiewnej, z drugiej – pozostał wierny zbudowanemu już przez lata pracy twórczej indywidualnemu językowi muzycznemu. Połączenie tych dwóch wątków dało wspaniały rezultat. Powstało dzieło poruszające szczerością emocji.
W drukowanym programie prof. Małgorzata Janicka-Słysz napisała: „Wyobraźnia muzyczna Rachmaninowa podąża za tekstem słownym”. Podobnie za tekstem podążał w piątek Michał Klauza tworząc interpretację klarowną, żywą, pełną dramatyzmu, łączącą delikatność i intymność modlitwy z potężną deklaracją wiary i uwielbienia Pana. Chór filharmoniczny okazał się niezwykle plastycznym instrumentem. W filharmonicznej sali nie było wprawdzie wspomnianego na wstępie pogłosu. Tym trudniej było chórowi wykonać swe zadanie, ale poradził sobie z nim z powodzeniem. Chwilami też żeńskim głosom brakowało w forte miękkiego i okrągłego brzmienia. Całość była jednak prawdziwie poruszająca. Piękną próbkę „cerkiewnej” emisji dał Krzysztof Wolny intonując dwie początkowe części dzieła. Z radością słuchałam sola Magdaleny Pluty obdarzonej pięknym w barwie, ciepłym mezzosopranem.
Po ostatnim akordzie zapanowała w sali cisza. Była nie tylko wyrazem zanurzenia się słuchaczy w muzykę Rachmaninowa. Kolejność poszczególnych modlitw śpiewanych przez chór różniła się od zamieszczonej w drukowanym programie, czekaliśmy więc na finał. Ale po krótkiej chwili nagrodziliśmy wykonawców gorącymi brawami. Zasłużenie!
Dodaj komentarz