FESTIWAL MUZYKI POLSKIEJ

21. edycja Festiwalu Muzyki Polskiej rozpoczęła się udanie. W sobotę w Sali Hołdu Pruskiego w Sukiennicach wystąpiła Sinfonietta Cracovia pod dyrekcją znanej estońskiej dyrygentki Anu Tali. Program wieczoru był poświęcony głównie polskim kompozytorom XIX-wiecznym. Jednym z celów festiwalu jest bowiem włączanie w nurt życia koncertowego twórców zapomnianych. Tym razem przypomniano Karola Kurpińskiego i Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, a ściślej – ich koncerty klarnetowe. Wykonawcą ich partii solowych był wybitnie utalentowany przedstawiciel młodego pokolenia polskich wirtuozów tego instrumentu Krzysztof Grzybowski. Oba utwory nie dotrwały do naszych czasów w pełni swej postaci. Z Koncertu klarnetowego Kurpińskiego ostała się tylko część pierwsza. Dwie pozostałe uzupełnił niemiecki skrzypek, dyrygent i kompozytor Sebastian Gottschick. Koncert Dobrzyńskiego zachował się w wyciągu fortepianowym. Instrumentacji dokonał klarnecista i aranżer Karol Respondek. W sobotę oba utwory zostały wykonane z wirtuozerią i blaskiem, choć w Koncercie Kurpińskiego porozumienie pomiędzy solistą i dyrygentką nie było w pełni idealne.
Anu Tali nie tylko partnerowała soliście. W świetnym porozumieniu z orkiestrą otwarła wieczór a i festiwal Polonezem z „Hrabiny” Stanisława Moniuszki oraz poprowadziła „Epitafium na śmierć Karola Szymanowskiego” Tadeusza Szeligowskiego.
To dyrygentka sprawna i wrażliwa, nic więc dziwnego, że obie prezentacje były poruszające.
Niech żałują wszyscy którzy bojąc się niedzielnej, wieczornej burzliwej aury nie przyszli do Auli Collegium Novum na kolejny festiwalowy koncert. Być może niewiele im mówiły nazwiska wykonawców, być może nie przepadają za Szymanowskim, a program wieczoru wypełniony był jego utworami. Tymczasem był to koncert po prostu mistrzowski. Wojciech Koprowski – skrzypce i Grzegorz Skrobiński – fortepian zaprezentowali transkrypcję fortepianowego Preludium op. 1 nr 1 dokonaną przez Grażynę Bacewicz, Mity, zupełnie nieznane: Świt i dziki taniec napisane przez Szymanowskiego wspólnie z Pawłem Kochańskim, Pieśń Roksany z „Króla Rogera” w transkrypcji Kochańskiego, Romans op. 23 i Sonatę d-moll op. 9.
Nie wiem, co bardziej godne było podziwu: idealne porozumienie pomiędzy muzykami powodujące że w każdym szczególe byli jednością, czy ich wrażliwość muzyczna owocująca dogłębnym zrozumieniem idei twórczych Szymanowskiego, czy wreszcie warsztat każdego z nich pozwalający skupić się jedynie na muzyce, która pod ich palcami skrzyła się mnogością barw, była żywa i porywająca. Na bis usłyszeliśmy dwie Pieśni kurpiowskie w opracowaniu obu artystów.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*