FESTIWALOWE KULMINACJE

W niedzielę 31 sierpnia Mszą h-moll BWV 232 Johanna Sebastiana Bacha zakończył się 50. Międzynarodowy Festiwal „Muzyka w Starym Krakowie”. Potężne dzieło zabrzmiało w sali Filharmonii w wykonaniu zespołów filharmonicznych pod dyrekcją Alexandra Humali. Ten muzyczny wieczór miał znaczenie szczególne. Jak podkreślił Mateusz Prendota, dyrektor Filharmonii która była jego współorganizatorem, było to zarazem zakończenie sezonu artystycznego 2024/2025. Po raz ostatni też Alexander Humala stanął przed filharmonicznymi zespołami jako ich szef artystyczny, jego kontrakt dobiegł bowiem końca. Nie oznacza to oczywiście że ten bardzo wrażliwy muzycznie dyrygent nie będzie gościć na filharmonicznej estradzie. Oby jak najczęściej!
Mateusz Prendota zaprosił też na estradę inicjatora i przez pół wieku dyrektora artystycznego „Muzyki w Starym Krakowie” Stanisława Gałońskiego, by w imieniu słuchaczy, którzy gorącymi brawami witali sędziwego artystę (95 lat), podziękować za 50 lat festiwalu i piękne muzyczne doznania. Nic więc dziwnego, że już przed pierwszym „Kyrie” emocje na sali były potężne, a muzyka Bacha tylko je jeszcze podsyciła.
Alexander Humala pięknie zbudował dramaturgię potężnego dzieła, nadał mu należną powagę ale i lekkość. Kształtując bardzo plastycznie polifonię chórów (przygotowanie, jak zawsze świetne, Piotr Piwko) ukazał całą jej kunsztowność i barwność. Bardzo dobrze spisali się w partiach solistycznych artyści na co dzień śpiewający w filharmonicznym chórze: Magdalena Drozd – sopran, Joanna Święszek-Przeliorz – alt (poruszające Agnus Dei), Bartłomiej Chorąży – tenor i Maciej Drużkowski – baryton. Na pochwałę zasłużyli soliści-instrumentaliści towarzyszący śpiewakom w ariach. Na długo zapamiętam Benedictus w interpretacji wspomnianego Bartłomieja Chorążego i flecistki Magdaleny Di Blasi. Pięknie Adam Kozłowski towarzyszył na waltorni Maciejowi Drużkowskiemu w arcytrudnej dla instrumentalisty arii Quoniam tu solus sanctus. Właściwie należałoby wymienić wszystkich instrumentalistów, ale muszą wybaczyć, nie znam wszystkich nazwisk a w programie ich nie wymieniono. Muszę jednak zwrócić uwagę na najbardziej pracowitego z nich, czyli Andrzeja Zawiszę, który na pozytywie pięknie realizował całość basso continuo. W sumie było to poruszająca interpretacja, pięknie wieńcząca pół wieku festiwalu.
Czy czekają nas kolejne jego edycje? Zastanawiałam się nad tym patrząc dzień wcześniej w jezuickim kościele przy ul. Kopernika na dziękujących sobie za dziesiątki lat współpracy Stanisława Gałońskiego i Jordi Savalla. Znakomity Katalończyk po raz pierwszy przyjechał na festiwal przed przeszło czterdziestoma laty. Został jego wiernym przyjacielem, regularnie koncertował w czasie „Muzyki w Starym Krakowie” solo i z zespołem. Tym razem przyjechał z Xavierem Diazem-Latore grającym na teorbanie i gitarze oraz Davidem Mayoralem grającym na delikatnym instrumentarium perkusyjnym. Razem zaprezentowali muzykę późnego renesansu i wczesnego baroku powstałą na styku kultury sefardyjskiej, dziedzictwa muzycznego półwyspu Iberyjskiego i wpływów rodzimej kultury Nowego Świata. Co więcej, ograniczył się do utworów których główną cechą była improwizacja oparta na powtarzającym się basie. To ograniczenie pozwoliło ukazać całe bogactwo takiej właśnie muzyki, a i ogromną wyobraźnię muzyczną i mistrzostwo samych wykonawców.
Jordi Savall jest jak dobre wino. Im starszy, tym lepszy. Gdy wchodzi na estradę i z niej schodzi, widzi się 84-latka. Gdy bierze do ręki swą dyszkantową violę da gamba zyskuje młodzieńczą werwę pozwalającą mu porywać zarówno muzycznych partnerów jak i słuchaczy wypełniających po brzegi jezuicką świątynię. To był wieczór pełen muzycznej magii. Czy w przyszłości przeżyjemy za sprawą Jordi Savalla podobne? Co dalej z festiwalem? Oby ten jubileusz 50-lecia nie oznaczał jego zamknięcia.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*