Każdy koncert Orkiestry Symfonicznej Akademii Muzycznej im. K. Pendereckiego w Krakowie jest interesujący, ba, często porywający. Porywa przede wszystkim zapał z jakim młodzi muzycy podchodzą do swoich zadań oraz radość muzykowania jaka podczas koncertu płynie z estrady. Ten zapał i tę radość obserwowaliśmy w środę w sali Filharmonii, w której studencka orkiestra pod batutą Adama Banaszaka grała utwory Maurice’a Ravela, Grażyny Bacewicz i Ludwiga van Beethovena. Ale wczoraj było coś jeszcze – wysoki profesjonalizm jaki prezentowali grający.
Na początek zabrzmiał „Le tombeau de Couperin” Ravela urzekający przejrzystością, mnogością barw, płynną zmiennością dynamiki. Z podziwem słuchałam grupy dętej, szczególnie instrumentów dętych drewnianych. Ich partie nie są proste, a przecież młodzi artyści (brawo oboista!) poradzili sobie z nimi z łatwością i – co ważne – z ogromną wrażliwością muzyczną. Duża w tym zasługa Adama Banaszaka który świetnie współpracował z orkiestrą, prowadził ją uważnie, dając jednocześnie młodym muzykom wiele swobody.
Koncert na altówkę i orkiestrę Grażyny Bacewicz to jeden z ostatnich utworów znakomitej kompozytorki. Na filharmonicznych estradach pojawia się rzadko, a szkoda. W środę jego partię solową grał Paweł Riess, absolwent krakowskiej uczelni, obecnie jej doktorant w klasie prof. dr hab. Bogusławy Hubisz-Sielskiej.
To utwór o ciekawym przebiegu dramatycznym, przykuwający uwagę przede wszystkim mistrzostwem warsztatu twórczego. Altówce, instrumentowi o dość delikatnym dźwięku, towarzyszy w nim orkiestra z harfą i rozbudowaną grupą perkusyjną. A przecież nigdy nie kryje instrumentu solowego, wchodząc z nim w interesujący dialog. W środę ten dialog był szczególnie ciekawy dzięki wykonawcom którzy potrafili współtworzyć piękną interpretację. Z ciekawością śledzić będę dalszą karierę obiecującego altowiolisty.
Po przerwie zabrzmiała V Symfonia c-moll Ludwiga van Beethovena. I tu zapał młodych muzyków sięgnął zenitu, chwilami ze szkodą dla pulsu głównego tematu I części utworu. Beethoven przewidział dla tej części tempo Allegro con brio i Adam Banaszak tak ją zrealizował, choć osobiście wolałabym w niej nieco więcej oddechu i spokoju. Pięknie zabrzmiały Andante i Scherzo. Finał był prawdziwym wybuchem energii. Nic więc dziwnego, że oklaski były gorące. MŁODZI
Dodaj komentarz