MUZYCZNE WALENTYNKI

„Gdzie mieszka miłość?” To pytanie z czardasza śpiewanego przez hrabinę Maricę było tytułem koncertu walentynkowego który w niedzielne popołudnie zgromadził tłum w sali Opery Krakowskiej. Scenariusz i reżyseria koncertu były dziełem Wojciecha Graniczewskiego. Uroczą scenografię i kostiumy przygotowała Bożena Pędziwiatr, choreografię – Wioletta Maciejewska. Ten czardasz w interpretacji Pauli Maciołek, której towarzyszył wspomniany balet, operowy chór (przygotowanie Andrzej Korzeniowski) i orkiestra pod dyrekcją Jacka Bonieckiego. A potem słuchaliśmy arii i duetów z operetek i musicali Abrahama, Kalmana, Lehara, Loewe’go, Previna i Straussa, oczywiście dotyczących miłości w różnych aspektach. Śpiewali, oprócz Pauli Maciołek: Małgorzata Barylak, Zuzanna Caban, Monika Korybalska, Katarzyna Oleś-Blacha, Jarosław Bielecki, Krzysztof Kozarek, Michał Kutnik i Sebastian Marszałowicz. Piękne melodie w dobrej interpretacji cieszyły ucho. Było też i na co popatrzeć (najbardziej podobało mi się piękne, silne drzewo obwieszone pulsującymi czerwonymi serduszkami). Muzyka płynęła wartko tym bardziej, że zrezygnowano z konferansjerki, a poszczególne pozycje programu zgrabnie zapowiadali śpiewający. Był to więc koncert dający wiele radości i rozrywki oraz ciepła tak potrzebnego nam z nawrotem krakowskiej zimy.
Jedno atoli mi zakłócało tę miłą aurę – nagłośnienie. Siedziałam blisko głośników. Jestem człekiem starej daty. Jeśli idę do teatru – chcę słuchać aktorów. Gdy idę do opery czy operetki – chcę słyszeć oryginalny śpiew, a nie rezultat pracy realizatora dźwięku, który w niedzielne popołudnie zbyt – jak na mój gust – podbijał wysokie tony, co powodowało ostre brzmienie sopranów w wysokim rejestrze. No ale cóż, mikroporty stały się teraz codziennością. Technika zabija naturalność.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*