Dwa wieczory z muzyką piękną i miłą dla ucha. Pierwszy, w czwartek, to koncert Capelli Cracoviensis, choć ten obok przyjemności przyniósł nieco irytacji. Tę irytację wywołał brak drukowanego programu. Sam repertuar wieczoru znalazłam na stronach Filharmonii i Capelli Cracoviensis. Tam też widniało nazwisko Katarzyny Anny Olszewskiej, koncertmistrzyni i solistki czwartkowego wieczoru. Nie znalazłam natomiast nazwisk pozostałych wykonawców, a szkoda, bo sześcioro wykonawców Divertimenta Es-dur KV 252 Wolfganga Amadeusa Mozarta nie zasłużyło na anonimowość. Divertimento w ich interpretacji było prawdziwym muzycznym cackiem dopracowanym w każdym szczególe, pełnym lekkości i wdzięku. Podobnie chciałabym wiedzieć kto realizował na klawesynie i wiolonczeli basso continuo partnerując Katarzynie Annie Olszewskiej w Sonacie e-moll Johanna Sebastiana Bacha. A też była to prezentacja warta uwagi. Ale to chyba jedyne mankamenty czwartkowego koncertu.
Odkryty przez Menuhina w 1952 roku młodzieńczy, by nie powiedzieć – dziecięcy, Koncert skrzypcowy d-moll Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego coraz częściej gości na naszych estradach. W czwartek na starych instrumentach brzmiał szczególnie wdzięcznie, rzec można – miękko. Duża w tym zasługa solistki która i pięknie prowadziła kantylenę, i porywała wirtuozerią. Wieczór zakończyła Symfonia C-dur nr 90 Josepha Haydna. Radosna muzyka prezentowana z pasją i radością właśnie wywołała entuzjazm słuchaczy. Słusznie!
Piątkowy koncert Filharmonii był w pewnym sensie kontynuacją repertuarową czwartkowego, bo pozostaliśmy w kręgu muzyki środkowej Europy, a ściślej – monarchii austro-węgierskiej. Koncert rozpoczęły „Tańce z Galanty” Zoltana Koday’a, potem zabrzmiał II Koncert fortepianowy A-dur Ferenca Liszta. Po przerwie słuchaliśmy „Tańców słowiańskich” op. 46 Antonina Dvořáka. Wieczór prowadził Lawrence Foster. Amerykański maestro w tym roku kończy 85 lat, ma wyraźne trudności z chodzeniem, koncert prowadzi na siedząco. Ale przy pulpicie dyrygenckim emanuje energią. Nic na estradzie nie dzieje się bez jego woli, a jednocześnie pozostawia muzykom poczucie wolności. Potrafi nawiązać z zespołem tę jedyną w swoim rodzaju więź która wiedzie do powstania prawdziwych kreacji artystycznych. Do takich zaliczam wykonania „Tańców z Galanty” Kodaly’a i „Tańców słowiańskich” Dvořáka mieniące się kolorami, bogactwem rytmów i zmiennych nastrojów. Na brawa zasłużyli wszyscy instrumentaliści (szczególnie grający na instrumentach dętych drewnianych) grający liczne epizody solowe.
Partię solową w Koncercie A-dur Liszta grał 22-letni pianista z Izraela Yoav Levanon. Artysta dysponuje pięknym, bogatym dźwiękiem i wręcz nieograniczonymi możliwościami technicznymi. W interpretacji Koncertu A-dur uwydatniło się to wyraźnie. Ale czy dotarł do sedna wielowątkowego utworu? Mam wątpliwości.
Dodaj komentarz