PASJA wg. ŚW.ŁUKASZA

„Pasja wg św. Łukasza” Krzysztofa Pendereckiego wykonana przez zespoły Filharmonii Krakowskiej i zaproszonych gości w miniony piątek w kościele św. św. Piotra i Pawła, oprócz wydarzenia artystycznego miała także inne, symboliczne znaczenia. Po pierwsze, była prologiem kolejnego festiwalu „Szymanowski / Polska / Świat”. 29 marca mija wszak kolejna rocznica śmierci Karola z Atmy, a festiwal prezentuje jego dzieła w szerokim, także współczesnym, kontekście. Po drugie, 30 marca mija 60 lat od prawykonania „Pasji” w katedrze w Münster. Polskie prawykonanie „Pasji” odbyło się trzy tygodnie później w Filharmonii Krakowskiej. Zespołami Filharmonii dyrygował Henryk Czyż, solistami byli: Stefania Woytowicz, Andrzej Hiolski i Bernard Ładysz. Narratorem był wówczas Leszek Herdegen. Po trzecie wreszcie, w podziemiach kościoła św. św. Piotra i Pawła w Panteonie Narodowym spoczywa twórca „Pasji” (29 marca przypada 6. rocznica jego śmierci) wraz z małżonką Elżbietą (zmarłą w październiku ubiegłego roku), której dzieło zostało niegdyś zadedykowane.
W piątek z orkiestrą i chórami Filharmonii: mieszanym (przygotowanie Janusz Wierzgacz), chłopięcym i dziewczęcym (przygotowanie Lidia Matynian), ukraińskim chórem dziecięcym (przygotowanie Olena Yatskulynets) oraz Chórem Polskiego Radia – Lusławice (przygotowanie Dawid Ber) „Pasję” poprowadził Maciej Tworek, wieloletni współpracownik Krzysztofa Pendereckiego. Partie solowe śpiewali: Natalia Rubiś – sopran, Mariusz Godlewski – baryton, Artur Janda – bas. Partia narratora powierzona została Krzysztofowi Gosztyle.
Akustyka jezuickiej świątyni nie jest najlepsza dla muzyki. Wprawdzie zespoły zostały ustawione w prezbiterium i transepcie w możliwie najlepszy sposób, ale dwie kopuły ponad głowami muzyków pochłaniały część dźwięku. Przez to np. rozpoczynający „Pasję” okrzyk chórów: „Crux!” nie poraził słuchaczy tak, jak to sobie twórca zaplanował. Na szczęście ludzkie ucho ma zdolność akomodacji, więc w następnych minutach dostosowaliśmy się do panujących warunków akustycznych. Było to tym łatwiejsze, że Maciej Tworek poprowadził „Pasję” z ogromną emocją i ekspresją bez reszty zaprzątając muzyką głowy i serca słuchaczy. Dbając o współgranie wszystkich elementów olbrzymiego aparatu wykonawczego, szczególną uwagę zwrócił na chór podkreślając jego rolę w dziele i wydobywając urodę fragmentów chóralnych. Pięknie zabrzmiało „Stabat Mater” poprowadzone nieco wolniej niż zazwyczaj, co ukazało wyraźnie całą strukturę i urok sekwencji i przypomniało mi zachwyt, z jakim ze strony słuchaczy spotykał się ten pierwszy napisany przez kompozytora fragment „Pasji” i wykonany publicznie kilka lat wcześniej przez filharmoniczny chór pod dyrekcją Józefa Boka. Każda jego prezentacja kończyła się co najmniej dwukrotnym bisem. Ale równie poruszający był chór a cappella po arii sopranowej, czy finałowe „In te Domine speravi”.
Prawykonanie „Pasji” pozostawiło trwały ślad w mojej pamięci, więc i w piątek słuchając, mimo woli porównywałam obie prezentacje. Były oczywiście inne, ale równie głębokie i poruszające. Przez te sześćdziesiąt lat zmieniła się nasza emocjonalność, staliśmy się bardziej ekstrawertyczni. Reagujemy na bodźce gwałtowniej, ale też potrzebujemy większej ich siły. I to było w piątek słychać.
Mariusz Godlewski i Artur Janda pięknie wpisali się w poczet interpretatorów partii solowych „Pasji”. Piękny głos Natalii Rubiś nie miał niestety tej siły wyrazu, jakim dysponowała Stefania Woytowicz. Tamtego lamentu „Jerusalem, Jerusalem” nigdy nie zapomnę. Podobnie odczuwałam niedosyt słuchając narratora. Krzysztof Gosztyła, zgodnie z dzisiejszą praktyką wykonawczą, jako narrator był zaangażowanym w wydarzenia sprawozdawcą, uciekającym się chwilami wręcz do krzyku. Ale w tym krzyku brakło siły.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*