ROYAL OPERA FESTIVAL – INAUGURACJA

Ósma edycja Royal Opera Festival rozpoczęła się w sobotę 27 czerwca w sali Filharmonii prezentacją jednoaktowej opery Rossiniego zatytułowanej „Okazja czyni złodzieja”. Orkiestrę Filharmonii poprowadził Jacopo Brusa, włoski specjalista w dziedzinie opery, spektakl wyreżyserował (podobnie jak festiwalowe spektakle w ubiegłych latach) Jochen Schönleber, dyrektor artystyczny festiwalu Rossini in Wildbad, partnera krakowskiej imprezy. Kostiumy zaprojektowała Eleonora Calabro. W partiach solowych wystąpili (z jednym wyjątkiem) młodzi śpiewacy, włoscy lub we Włoszech wykształceni.
Dzieło dwudziestoletniego Rossiniego jest typową operą buffa napisaną do libretta błahego, pełnego wręcz nieprawdopodobnych zdarzeń. Narzeczeni (Conte Alberto i Berenice) nigdy się nie widzieli, w czasie burzy w gospodzie następuje zamiana walizek, co owocuje kradzieżą tożsamości jednego z dwóch bohaterów (Parmenione kradnie tożsamość Alberta). Z kolei dwie bohaterki (Berenice i jej służąca) zamieniają się rolami, by incognito oglądnąć przybywającego z wizytą narzeczonego. Nikt więc nie wie, kto jest kim, jedynie Martino, służący Parmeniona zna prawdę i w końcu ją wyjawia wujowi Bereniki, Euzebiuszowi. Ale i tak musi minąć nieco czasu, by sprawa ostatecznie się wyjaśniła. Ten czas potrzebny był Rossiniemu do napisania muzyki melodyjnej, wdzięcznej, skrzącej się muzycznymi pomysłami (szczególnie w ensemblach), na pozór prostej, ale wcale nie łatwej dla wykonawców. By zachwycić, ta jednoaktówka wymaga świetnego warsztatu wokalnego, pięknego belcanta oraz idealnej współpracy z orkiestrą. To musi być po prostu muzyczny filigran dopracowany pod każdym względem. W sobotę niestety tego dopracowania zabrakło i we współpracy dyrygenta ze śpiewakami, którzy nie zawsze nadążali (szczególnie w pierwszych scenach) za orkiestrą (dobrze brzmiącą), i w wykończeniu scenicznych gagów które zbyt często przypominały po prostu zamieszanie. Sądzę, że to efekt za małej liczby prób, i że w Wildbad spektakl będzie precyzyjniejszy.
Z przyjemnością słuchałam wykonawców partii solowych, choć młodym artystom do pięknego belcanta nieco jeszcze brakuje. Świetny był Giovanni Accardi (baryton) jako Martino, pięknie brzmiały liryczne duety Ilarii Monteverdi (Berenice – sopran) i Davida Zaccheriniego (Conte Alberto – tenor). Dobrą i wokalnie, i scenicznie postać fertycznej służącej Ernestiny stworzyła Gaja Vittoria Pellizzari (moezzosopran). Ciekawy był Timoteo Bene (tenor) jako Don Eusebio. Odpowiedzialnej roli Don Parmenione, czarnego charakteru, podjął się Filippo Morace (bas-baryton), śpiewak już dojrzały, występujący od lat na renomowanych europejskich scenach. Gdyby nie wspomniane niedopracowanie spektaklu, byłby w tej roli wyśmienity.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*