Kolejny wieczór z odniesieniami do złożonej ludzkiej kondycji… Po „Pieśni o ziemi” Mahlera w Filharmonii, „Requiem” Mozarta w Operze Krakowskiej. Spektakl piękny wizualnie, bardzo dobry muzycznie, wspaniale tańczony, dający wiele do myślenia. Ale po kolei… Gdy usłyszałam że dzieło Mozarta będzie tańczone, poczułam niepokój ale i zaciekawienie dotyczące różnych aspektów tego przedsięwzięcia. O czym będzie ten taniec? Czy będzie przystawał do warstwy muzycznej? A jak będzie ona prezentowana?, itp. itd. Z radością przyjęłam obecność orkiestry w operowym kanale, a od pierwszych dźwięków orkiestry pod batutą hiszpańskiego dyrygenta Marka Moncusi który muzycznie spektakl przygotował, od uniesienia się kurtyny stałam się odbiorcą spektaklu totalnego. Realizatorzy określili go jako „baletowy”, ale to nie w pełni prawda. Wszystkie elementy dzieła scenicznego są tu jednakowo ważne, poczynając od kolorytu spektaklu utrzymanego w całej gamie szarości od bieli poprzez szary błękit po czerń z pojawiającym się tylko w jednym momencie akcentem czerwieni i słonecznego blasku. Samotny szczyt Matterhornu na tle schodzącego na scenę, zmieniającego się alpejskiego pejzażu był symbolem ludzkiej samotności (scenografia: Stefania Charelli, kostiumy: Marta Koncewoj, projekcje: Piotr Bednarczyk, reżyser światła: Paweł Murlik). Bo Jacek Tyski – reżyser i choreograf spektaklu – opowiada w nim o uczuciach, wśród których dominuje właśnie samotność, ale i uporczywe dążenie do łączności z drugim człowiekiem. Jest w tym i dramat, i czułość, i śmierć, ale i nadzieja. Balet Opery Krakowskiej pięknie wczuł się w intencje reżysera. Nie sposób było patrzeć na scenę bez wzruszenia. Ale na scenie był nie tylko balet. W akcję włączony został także chór, który był równie ważnym filarem spektaklu. Śpiewał swe partie na pamięć, a nie muszę nikogo przekonywać, że to niełatwe zadanie (przygotowanie: Andrzej Korzeniowski i Joanna Wójtowicz). W akcji scenicznej udział brali także soliści: Zuzanna Caban – sopran, Monika Korybalska – alt, Jarosław Bielecki – tenor i Sebastian Marszałowicz – bas. To dobrze brzmiący klasyczny kwartet oratoryjny.
Repertuar Opery Krakowskiej wzbogacił się o interesującą pozycję. Warto poświęcić nieco ponad godzinę i przeżyć to nietypowe „Requiem”.
Dodaj komentarz