W NOWY ROK Z SINFONIETTĄ

W niedzielę Sinfonietta Cracovia zaprosiła melomanów na niezwykły Koncert Noworoczny. Zazwyczaj repertuar takiego wieczoru budowany jest według reguły: melodyjnie, łatwo, przyjemnie. Tym razem brytyjski dyrygent lee Reynolds kierujący tym koncertem zaproponował muzykę zmuszającą do myślenia. Na szczęście melomani wiedzący z poprzednich spotkań z interesującym artystą że warto go obdarzyć zaufaniem, stawili się w filharmonicznej sali tłumnie. I nie zawiedli się.
Pierwszą część niedzielnego muzycznego wieczoru wypełniły kompozycje amerykańskich twórców ubiegłego wieku: Charlesa Ivesa, Johna Adamsa i Aarona Coplanda. Na początek zabrzmiało „The Unanswered Question”, ostatecznie ukończone przez Ivesa w 1935 roku muzyczne poszukiwanie przez grupę instrumentów dętych odpowiedzi na pytania zadawane przez trąbkę solo. A wszystko na delikatnym tle instrumentów smyczkowych prowadzonych przez Katarzynę Marek. Utwór na pozór przedziwny, bo te trzy muzyczne warstwy mimo usiłowań nijak nie łączą się z sobą. Ale czy w życiu nie bywa podobnie?
W świat muzyki repetytywnej zabrał słuchaczy powstały w 1978 roku utwór Adamsa „Shaker Loops”. Powtarzające się, energetyczne motywy melodyczne i rytmiczne były swoistą mantrą wprowadzającą obecnych w trans. Jedynie nieco spokojniejsza, jakby poszukująca, środkowa część utworu przypominała o współczesnym zagubieniu. Refleksyjne było także „Quiet City” Aarona Coplanda, suita z 1940 roku z napisanej wcześniej muzyki do dramatu Irwinga Shawa pod tym samym tytułem. Nostalgiczne solo trąbki – świetny Jakub Waszczeniuk – odbijające się jakby echem w oboju Kamila Kuca na tle instrumentów smyczkowych świetnie obrazowało samotną nocną wędrówkę „spokojnym miastem”.
Tak więc ta część koncertu wykonana perfekcyjnie, z olbrzymią ekspresją przez dyrygenta i zespół skłaniała raczej do zadumy nad rozpoczynającym się rokiem, niż do radosnych skojarzeń. Podobnie było po przerwie, choć tu mieliśmy nieco więcej radości za sprawą muzyki Debussy’ego. Lee Reynolds z twórczości francuskiego mistrza przypomniał bowiem „Danse sacrée et danse profane” na harfę i smyczki. I była to piękna gra barw, także dzięki świetnemu harfiście Adamowi Nowakowi. Ale prawdziwą feerię barw, emocji, dynamiki podziwialiśmy w suicie z „Peleasa i Melisandy” Debussy’ego opracowanej przez Lee Reynoldsa. Dyrygent wraz z instrumentalistami wspaniale ewokowali nastrój tajemniczości, niepokoju, ekstazy miłości i grozy zarazem, jakimi przesycona jest muzyka Debussy’ego do dramatu Meterlincka. To było piękne, interesujące, skłaniające do refleksji wejście w nowy rok. Ale może warto w tym nowym roku nieco czasu poświęcić na namysł?

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*